Czy życie jest przygotowaniem do śmierci ?
Listopad 23, 2018
Dlaczego nie korzystamy z pomocy?
Grudzień 4, 2018

Zobaczyć siebie!

Zobaczyć siebie… Co to w ogóle ma oznaczać? Po co? Przecież żyję w Świecie i po to mam zmysły, żeby widzieć, czuć, doświadczać to co przynosi dzień…

No tak… Kłopot w tym, że większość z nas na co dzień nie widzi otaczającego Świata takim jaki jest naprawdę, choć czasem zdarzają się przebłyski. To tak, jak byśmy oglądali rzeczywistość w okularach spawalniczych.

Czym są zatem te okulary? Nazw czy określeń począwszy od psychologii, a skończywszy na duchowości jest wiele… Tryby, przekonania, schematy, uwarunkowania, iluzje a wreszcie w niektórych nurtach dostaje się samemu ego, jako sprawcy i winowajcy zniekształceń w postrzeganiu rzeczywistości.

Po co nam te okulary? Co z tym można zrobić? Z jednej strony okulary są pozostałością wcześniejszych życiowych przeżyć (rodzinnych i własnych), a z drugiej strony są niezbędnym wyposażeniem użytkowanego przez nas Avatara. Oznacza to, że nie należy z nimi walczyć, wyrzucać na śmietnik (bo i tak się nie da). To tak jak byśmy chcieli usunąć część mechanizmów z np. samochodu niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania…

Zobaczyć siebie, to inaczej nauczyć się siebie, poznać siebie… Swoje bogactwo, wielowymiarowość, wszechstronność… Zrozumieć, że skoro jesteśmy super komputerorobotem, to nie wystarczy używać tylko spacji i delete…

Jedną z metod na zobaczenie, poznanie siebie, jest przyglądanie się swoim relacjom w Świecie zewnętrznym, nie mniej ważne jest również to, co mówi do nas nasze ciało. Nawiązując do początku wpisu, to co na zewnątrz jest ważną wskazówką, ale rozwiązanie jest w nas.

I to na dzień dzisiejszy jest w zasadzie kwintesencją mojej pracy. Konflikty, w które się wdajemy są wskazówką bardzo pomocną w poznaniu siebie. Nie wystarczy odeprzeć atak lub wygrać batalię w sądzie… To nie rozwiąże konfliktu wewnętrznego… Zmieni się być może „teatr”, czy „aktorzy”, w nim uczestniczący, ale scenariusz pozostaje. Dotąd będziemy odgrywać sztukę, aż wyciągniemy wnioski…

Przykład. Spotkałem ostatnio właściciela Spółki, który nie dość, że sabotuje swoje decyzje, ale również wdaje się ciągle w idiotyczne awantury, które mają za zadanie pokazanie kto jest ważniejszy. Za tym wszystkim stał mały wystraszony chłopiec, którego najważniejsze potrzeby ciepła, akceptacji, miłości nie były zaspokojone… Cała życiowa walka, rywalizacja, to wołanie: Zobacz mnie… Potrzebuję, żebyś mnie zaakceptował… Potrzebuję miłości…

Tylko tyle i aż tyle…

 

Grafika: castorama.pl