Choroba – wyrok czy szansa?
Lipiec 8, 2019
Diagnoza – co dalej?
Sierpień 6, 2019

Z motyką na słońce!

cof

Inne, sprawdzające się spojrzenie na rozwiązanie konfliktu, mimo że na pierwszy rzut oka wygląda, jak zawracanie kijem Wisły. 😊 Chociaż nie, zaraz, chwila… Mowa przecież będzie o skutecznej metodzie… Więc to może dotychczasowe działania, walenie głową w mur po raz enty bez wyciągania wniosków i zmiany postępowania, są bardziej zawracaniem Wisły?

Jaką mamy dziś sytuację? Ano sytuacja dziś jest taka, ze część konfliktów zamiatamy pod dywan, udajemy, że ich nie ma, energia stłumiona buzuje w nas, rośnie do czasu uwolnienia się w bardziej lub mniej kontrolowany sposób (temat na odrębny artykuł). W innym przypadku zawieszamy konflikt na czas nieokreślony, jednocześnie pozostając w stanie wrzenia czyli ciągłego podsycania emocji czekając, aż sytuacja życiowa zmusi nas do ponownej konfrontacji np. śmierć kogoś w rodzinie i przeprowadzenia sprawy spadkowej. Trzecie rozwiązanie, o którym wspominam poniżej, pójście do rodzica na skargę. Tym rodzicem jest sędzia, który powie kto ma rację i co trzeba zrobić, więcej w artykule „Konflikt – droga do samopoznania”.

Wiemy nie od dziś, że poza sądem mamy inne metody rozwiązywania konfliktów (ADR),  w zachodniej Europie, Stanach Zjednoczonych przyzwoicie dzisiaj działające. Pamiętać przy tym należy, że wprowadzane były trochę pod przymusem, czyli rozwiązaniami systemowymi. Tym sposobem po czasie, który upłynął od wprowadzenia w rozwiniętych społecznościach zachodu, na stałe wpisują się w system prawny.

A  jak to jest u nas, w naszym pięknym kraju? Z powodów, o których nie chcę tu pisać nie ma większych i zdecydowanych zmian systemowych. W związku z tym na tle ilości utopionych pieniędzy w różnych kampaniach mających na celu promowanie alternatywnych metod rozwiązywania sporów, nazywanych potocznie pozasądowymi, ponieśliśmy sromotną porażkę.

Są oczywiście świetni mediatorzy i prężnie działające ośrodki mediacyjne, ale w skali kraju i w porównaniu do ilości spraw, które utknęły w sądach powszechnych, to kropla w morzu potrzeb. Sądy są zawalone sprawami po szyję, w zasadzie po czubek głowy. To, w jaki sposób sądy w Polsce działają to temat wykraczający poza tematykę bloga i strony.

Wracając do meritum coś nie trybi, nie działa… Pytanie dlaczego nie działa? Dlaczego my nie chcemy się dogadywać?

A może to nieprawda? Może wszystko działa dokładnie tak jak powinno? Jest odzwierciedleniem naszej zbiorowej Świadomości? I próby zmian skutków z góry skazane są na niepowodzenie? Może należy zacząć pracować organicznie, u podstaw z przyczynami, a nie skutkami?

Jakże często postrzegamy konflikty, spory, jako coś, co szybko trzeba załatwić, zamknąć, rozstrzygnąć, rozsądzić… Dziś takie mamy wzorce, tak jesteśmy nauczeni, tak postrzegamy Świat… Niezależnie od okoliczności, mamy spór, problem czy to spadku, działu majątku, awantury z sąsiadem, problemów w pracy, problemów z żoną, partnerką, mężem czy partnerem, które kończy się spinką, awanturą, to dziś, zaraz chcemy temat zamknąć, ci bardziej światowi chcą wypracować kompromis…

Wcale się nie dziwię, że nie często się udaje, bo przecież ciągle mamy nierozpoznaną przyczynę, czemu w ogóle znaleźliśmy się w tym konflikcie. Chyba, że w toku pracy i znajdowania tego „niechętnego” kompromisu, czasem uda się zmienić dotychczasowe postrzeganie siebie i Świata, ale sądzę, że częściej bywa tak, że stoimy w sprzeczności… Tak naprawdę wewnętrznie nie godzimy się na wyrok lub kompromis… Ba! Ale co zrobisz? Ktoś powie, Świata nie zmienisz…

Czy na pewno? Nie mogę nic zmienić? Może nie od tej strony się do tego zabieram? Może faktycznie Świata nie zmienię? Ale może mogę zobaczyć i rozpoznać siebie? Może jeśli zmienię działanie, to zmieni się Świat? Więcej w artykule „Zobaczyć siebie!”. Bo właściwie czemu jestem zdziwiony, że nic się nie zmienia na lepsze, skoro po raz tysięczny robię to samo? Walę głową w mur i uparcie w taki sam sposób macham patykiem w przysłowiowej Wiśle?

Jedną z najczęstszych przeszkód w formalnym dogadaniu się jest to, że jedna strona chce rozmawiać, chce podjąć próbę porozumienia, a druga nie. Mam dobre wieści, pracę może rozpocząć tylko jena strona sporu, bo druga np. nie chce lub nie może… To rozpoczęcie powoduje zmianę rozkładających się sił, zmianę dotychczasowej dynamiki lub jej braku… Co ciekawe i jak sądzę dla niektórych bardzo istotne, nie oznacza oddania pola lub kapitulacji…

Więc skąd przekonanie, że jedynym miejscem, gdzie mogę się udać jest sąd i karzący rodzic? Może więc da się to zrobić inaczej?

Da się… 😊