Pomagać czy nie pomagać? c.d.
Grudzień 20, 2019
Czas próby
Marzec 13, 2020

Stare koleiny

Załóżmy dziś dla potrzeb wpisu, że nasze życie to droga, a my jesteśmy pojazdem, który raz mknie po tej drodze, raz się wlecze, a czasem zatrzymuje…

Każdy zmotoryzowany pewnie pamięta koleiny na naszych drogach. Jest ich już (na szczęście) coraz mniej, ale pamiętamy, że bywały niebezpieczne, a czasem zabójcze…

Dziś chciałem zwrócić uwagę na mało zauważalny aspekt naszego życia w interakcji z innymi… Mało zauważalny lecz jakże ważny i wielu przypadkach brzemienny w skutkach… Mający nad nami tym większy wpływ, im mniej świadomie żyjemy/jedziemy…

Jestem ciekaw, czy zwróciliście uwagę w jak niezauważalny sposób wpadamy w koleiny wracając do pewnych relacji? Celowo chcę podać przykład powrotu do relacji, bo ciągłe relacje, które mogą nas więzić, czy uniemożliwiać właściwą reakcję, dla większości osób są niezauważalne…

Jeśli niezauważalne, to wtedy koleiny stają się właściwie torami kolejowymi!!!                                                              Gdzie masa pcha nas do przodu i w zasadzie nie mamy żadnego ruchu, poza zatrzymaniem się i znalezieniem zwrotnicy, która może cokolwiek zmienić…

Wracając do wracania… 😉

Czy zwróciliście uwagę w jak niezauważalny sposób wracacie w wygodne (lub niewygodne) koleiny wchodząc w ponowne interakcje z dawno nie widzianą grupą osób? Np. paczką przyjaciół z dzieciństwa, których dawno nie widzieliście? Albo Panią profesor ze szkoły?

Albo wracacie po latach do rodzinnego miasta… Co czujecie? Co Was niesie, porywa? Jakie emocje temu towarzyszą? Czy zwróciliście uwagę na to, że w różnych miejscowościach czy miastach inna „energia” panuje powodując, że inaczej się zachowujecie? A wracając na „stare śmieci”, wpadamy w stare koleiny?

Albo jeśli ktoś ma już starsze dzieci… Zauważyliście, że gdy przyjeżdżają do domu, błyskawicznie wchodzą w stare koleiny zachowań? Mimo, że w nowym miejscu są już dorosłe, samodzielne i zaradne?

Jeszcze ciekawiej robi się gdy rozkminiamy koleiny lub wręcz tory swojego życia bez zmian i powrotów…

Weźmy pod lupę artystów… Dajmy na to aktorów albo muzyków… Powszechnym przekonaniem jest, że są wrażliwsi od „przeciętnego” zjadacza chleba. A co jeśli tak nie jest? A co jeśli to nie o większą wrażliwość chodzi, tylko bodźce energetyczne są silniejsze? Rzesze fanów układających się jak wewnętrzne aspekty artysty mogą doprowadzić jednego dnia do euforii, a następnego na dno piekieł… Te same rzesze fanów mogą bardzo utrudnić zmianę kursu… Nawet jeśli w grę chodzi choroba zagrażająca życiu… Artysta zamiast wyskoczyć z kolein jedzie dalej na złamanie karku z coraz większym obciążeniem energetycznym zagubionych i zrozpaczonych fanów chcących, żeby było po staremu… Już nie koleiny, a tory stają się więzieniem!

Podobnie jest ze „zwykłymi” ludźmi… Coś nas wstrzymuje, ogranicza… Czy to w sprawach zawodowych, czy rodzinnych, czy wreszcie zdrowotnych… A my ciągle po tych samych torach…

Czy trzeba koniecznie zmieniać drogę? Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna… Grunt, to zdawać sobie z tego sprawę, czyli wyciągnąć sposób poruszania i drogę po której jedziemy w światło świadomości…

Tak na dobry początek… 😊

 

Grafika: Artem Apukhin z Pixabay