Z życia…
Listopad 14, 2019
Bo nie mam pieniędzy!
Listopad 24, 2019

Rak – koniec czy początek?

Nawiązując do wpisu „Z życia…”, o tym, że do przebudzenia Świadomości potrzebne jest dramatyczne zdarzenie, to chyba najtragiczniejszym scenariuszem jest przeżycie tak traumatycznego zdarzenia jak choroba zagrażająca życiu na próżno, nie wyciągnąwszy wniosków…

Co za tym idzie odpowiedź, która nasuwa się na tytułowe pytanie może uchodzić za banał wszechczasów… Wszystko jest w twoich rękach…

Przez kilka ostatnich dni zwróciły moją uwagę tytuły wrzucane przez znajomych na FB. „We wrocławskim szpitalu wyleczyli raka laserem. Jako pierwsi w Polsce!” albo „Kosmiczna draka – przegonimy raka!!!” albo „Lek na raka refundowany w całej UE oprócz Polski.”

Zanim przejdę do sedna chcę zauważyć, że nie dziwi strach po oberwaniu taką diagnozą, ale może dziwić brak elementarnej wiedzy, co w takim przypadku robić… Chociaż może nie należy się dziwić? Przecież w szkole tego nie uczą… A powinni… Z drugiej jednak strony warto uzmysłowić sobie jedno. Ludzie, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, jeszcze nigdy w historii (przynajmniej tej powszechnie znanej), nie mieli tak dobrze jak teraz. Do wszystkiego mamy dostęp… Tylko błagam, niech mi nikt nie wyjeżdża z brakiem kasy…

Więc czego powinni uczyć w szkole? Może samodzielnego myślenia? Może zadawania pytań?

A co jeśli to nie rak zabija człowieka? Co jeśli organizm robi dokładnie to, co mu zadajemy?

Jeśli ktoś śledzi periodyki medyczne widać nieśmiało wyłom. Część środowiska medyczno -naukowego wycofuje się choćby z pojęcia przerzuty i przyznaje, że na postawie dotychczasowej wiedzy nie bardzo rozumie działanie ludzkiego organizmu… No bo jakim cudem ten sam organizm w krótkim czasie dopuszcza lub bardziej pasuje wykorzystuje te same „patogeny” do „zaatakowania” organizmu, mnie bardziej pasuje określenie – wykorzystuje do czyszczenia (tacy malutcy chirurdzy), a za chwilę te same „patogeny” są wykorzystywane do odbudowy tkanki… Zachęcam do poszukiwań nowych trendów medycznych, choć zdaję sobie sprawę z tego, o czym wspominałem we wcześniejszych wpisach, że człowiek przeżywający traumę, ostatnią potrzebą którą odczuwa, to zdobywanie wiedzy… W takim przypadku należy zgłosić się do osoby, która nie jest związana emocjonalnie i pomoże w pierwszym okresie wrócić do względnej równowagi.

Nowo tworzona tkanka wg spojrzenia holistycznego jest raczej rozpaczliwą próbą utrzymania człowieka przy życiu… Bo wreszcie czym jest rak? Atakiem obcych? przecież to nasza tkanka… Organizm się zbuntował? Jeśli tak, to dlaczego? I mój faworyt – przekleństwo  przodków przekazane w genach… Przekonanie ciągle powtarzane choć szczęśliwie część naukowców już się z tego wycofuje uznając, że to my naszym życiem, postępowaniem determinujemy poszczególne geny, a nie na odwrót… Tu odsyłam do prac prof. Bruca Liptona, jak również zapoznania się z Totalną Biologią, Nową Germańską Medycyną, 5 Praw Natury czy wieloma innymi holistycznymi spojrzeniami na funkcjonowanie ludzkiego (i nie tylko), organizmu. Przy czym – to ważne – wyżej wspomniane metody nie służą leczeniu! Bardziej można je porównać do laboratorium, w którym uzyskuje się analizę. Pomagają zrozumieć działanie organizmu, uczą języka ciała. Co ono do mnie mówi… Nawet przypadki z hospicjów czy ZOL-ów, które widziałem, mimo tak skrajnego styrania i zmaltretowania (to chyba dobre określenia), walką między umysłem, a świadomością ciągle podejmują próby samoleczenia i powrotu do równowagi – tak zostały zaprogramowane…

Warto tu zacytować Kurta Tepperwein’a: „Ciało nie może zachorować samo z siebie. Jest tylko powierzchnią projekcji świadomości. Jest jak płótno, na którym same z siebie nie mogą powstać żadne obrazy. (…) Dlatego też nie ma żadnego sensu wycinanie dziur w płótnie, jeśli komuś nie podoba się film (operacje), albo malowanie płótna cały czas od nowa na biało (leczenie symptomatyczne). To co zazwyczaj nazywamy chorobą nie jest właściwie chorobą, ale tylko jej objawem, jej cielesnym wyrazem. Choroba jest bardziej dysharmonią w świadomości, oznaką, ze człowiek wypadł poza swój naturalny porządek – zaburzeniem całego człowieka, a nie tylko ciała.”

Czy nikomu nie przychodzi do głowy, że walka ze zmianami nowotworowymi w ciele to walka z samym sobą? W czym ma pomóc korzystanie z tzw. „chemii”? Nomen omen wynalezionej do mordowania w czasie wojny… Jak może się skończyć taka walka? Czym jest wygrana?

Co przeżywają osoby chodzące na kontrolę po przebytej chorobie? Przecież to zaproszenie do kolejnej walki o przetrwanie!

Chyba jednym z gorszych rzeczy jest zarażanie innych swoim strachem, swoją nieprzepracowaną traumą.

Bo wreszcie są trzy możliwości… Jedna, to oddać swoje życie, swoje zdrowie w czyjeś ręce, oczywiście nie w znaczeniu uzyskania profesjonalnej pomocy w poszukiwaniach i zdobyciu przynajmniej elementarnej wiedzy na swój temat, a bezmyślnym, bez słuchania własnego wewnętrznego już nie głosu, a krzyku, oddaniu własnego życia w cudze ręce. Druga możliwość poprosić o pomoc i patrzeć na rezultaty, bo wszak „po owocach poznacie”. Takiej pomocy, w której samemu będzie się można sobie przyjrzeć. Mówimy oczywiście o początku, kiedy jesteśmy w przysłowiowej czarnej dupie i sami niewiele możemy zrobić będąc w traumie. No i trzecia wersja dosyć hardcorowa, sam ja przerabiałem na własnej skórze, to mimo początkowego dużego oporu i tego, że niełatwo – samemu zacząć dociekać… Da się, trwa być może dłużej, boli bardziej, ale się da… Skora ja, zwykły facio, dałem radę, to każdy może… Tylko czy warto przedłużać? Decyzję każdy podejmuje sam.

I wreszcie na zakończenie… Rak – to koniec czy początek? A może szansa na nowe lepsze życie?

 

Grafika: gazetaostrowska.pl