Lęk o najbliższych
Kwiecień 7, 2020

Leczenie zdrowia

Czym jest zdrowie? Bardzo trafnie to ujął Jan Kochanowski w poniższym fragmencie…

„Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.”

Dziś tak bardzo jesteśmy skupieni na jego braku i walce z „chorobą”, że zupełnie robimy wszystko na odwrót… A może zawsze tak robiliśmy? Może obecna sytuacja ma nam to właśnie m.in. unaocznić?

I ciągle dzwoni mi w uszach to słowo walka… Zewsząd płyną zdania „Walcz o swoje zdrowie”, „pomóżmy Iksińskiej w walce z rakiem”, „Nie poddawaj się, walcz”…

A przecież tam gdzie jest walka, musi być także przegrana… Wszak kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie…

A może nie trzeba walczyć?

A co byłoby, gdybyśmy uznali, że zdrowie to nasz stan naturalny i nie trzeba o nie zabiegać? Byleby go nie trwonić?

A co by było, gdyby się okazało, że z „chorobą” też nie trzeba walczyć? Bo walka ze skutkami, to walka z samym sobą?

Co by było, gdybym przestał ze sobą walczyć? Bo przecież jeżeli walczę ze sobą i na dodatek chcę wygrać, to musi być przegrany… A  jeśli musi być przegrany, to kto nim jest???

Posłużę się moim ulubionym przykładem, takim bardzo czytelnym i nawet adekwatnym do obecnej rzeczywistości.

Weźmy za przykład Igrekowskiego, jest od wielu lat zaangażowany w politykę. Łyka wszystkie wiadomości, udziela się na fejsie.

W trakcie oglądania wspomnianych wiadomości często krzyczy na telewizor, a nawet zdarzyło się, że w przypływie furii rzucił w niego pilotem.

Sąsiedzi często słyszą ryki… a to „kaczory”, a to „pisuary”… Jego sąsiad ma podobnie tyle, że jest z przeciwnej opcji. Panowie często będąc na fajce na balkonie spinają się, ale przy browcu dochodzi czasem do porozumienia… Co prawda sąsiedzi czują się czasem przytruci nie tylko dymem z fajki, ale też stresująca sytuacją… Ale co poradzisz, sąsiadów się nie wybiera…

Pech chciał, że w robocie badania okresowe się skończyły. Trzeba jechać i to z rana bo na czczo krew i te sprawy…

Igrekowski jedzie samochodem, a tu akurat w radio wiadomości. Nie trzeba być przy tym wróżką, żeby przewidzieć, że rycząc na radio w samochodzie doprowadził się do ciśnienia koło 200…

Po badaniach lekarze specjaliści.

Uuu… Ale ciśnie ma Pan podwyższone… O matko! I cukier jaki wysoki! Dobrze… Przepiszemy tabletki na ciśnienie… Na cukier też… W sumie to niech się Pan cieszy, że jeszcze nie insulina. Spróbujemy najpierw tabletek. Itd. Itp.

Co się stało? Czy organizm Igrekowskiego się zepsuł? Choroba spadła z księżyca i go napadła? A może wirus z Marsa, albo co gorsza z laboratorium wojskowego?

Nie… Nic z tych rzeczy… Organizm robił dokładnie to, co miał do zrobienia. Facet jest od lat w stanie permanentnej walki. A jak organizm człowieka czy zwierzęcia jest w takim stanie, to w sposób naturalny przygotowując się do dużego wysiłku podnosi ciśnienie i cukier we krwi, który ma zaopatrzyć mięśnie w paliwo…

Tyle, że nikt na to nie patrzy, tylko buch tapsa!!!

Zdrowie mamy wpisane w większości, wyjątki potwierdzające regułę są na inną opowieść. I to zdrowie, równowagę zaburzamy na własne życzenie, po czym mężnie walczymy z objawami, któreśmy sami wywołali!!!

Heeeloł!!!

 

Grafika: Javier Rodriguez z Pixabay