Opieka nad rodzicami – coraz częstsze wyzwanie.
Czerwiec 2, 2018
Firma to ja.
Lipiec 23, 2018

Konflikt – droga do samopoznania.

Nawiązując do poprzedniego posta na stronie FB, o postrzeganiu konfliktów przez Carla Junga, chcę zaznaczyć, że w pełni się z nim zgadzam. Zdaję sobie sprawę z tego, że społecznie postrzegamy konflikty zupełnie inaczej i  na ogół nie lubimy w nie wchodzić. Często postrzegamy je wręcz jak dopust boży, coś co szkodzi, rujnuje, wyniszcza i w pewnym sensie to prawda. Niewłaściwie przeżyty konflikt, może prowadzić do kryzysu, ten zamieciony pod dywan ciągnie człowieka na dno… Można jednak spojrzeć na to z drugiej strony… Każdy konflikt jest potencjalnie prorozwojowy, znajdując przyczyny jego powstania odkrywamy siebie. Właściwie przeżyty wzmacnia, wzbogaca również nasze zasoby powodując, że kolejne podobne sytuacje zupełnie inaczej znosimy lub nie wchodzimy w nie wcale.

Parafrazując… Pokaż mi w jakie wchodzisz konflikty, a powiem Ci kim jesteś… 😉

Sposób w jaki jesteśmy wychowywani i edukowani powoduje, że w życiu dorosłym niechętnie podejmujemy samodzielne decyzje. Za przykład może posłużyć wiele dziedzin życia oraz to, że niechętnie rozwiązujemy samodzielnie lub z niewielką pomocą, swoje konflikty. Chętnie zdajemy się na rozstrzygnięcia sądowe… Nie wiem, czy widzą Państwo podobieństwo, dla mnie jest bardzo widoczne, to tak jak poddanie się osądowi rodziców czy nauczyciela. Pokłóciłem się z bratem, siostrą czy kolegą, nienauczony od dziecka postawy samodzielnej idę do rodziców czy nauczyciela na skargę, a on z pozycji autorytetu rozstrzyga sprawę i ewentualnie nakłada sankcje… 😊 Wypisz, wymaluj sąd. Sankcję aresztu można zamienić na szlaban domowy, a grzywnę na lańsko… To nic, że z „wyrokiem”, często się nie zgadzamy, ale rodzic, to rodzic. Będę pyskował za plecami, że się nie zgadzam, ale środki przymusu robią swoje… 😉 Pasuje, aż piszczy… 😉 Zdając sobie z tego sprawę, możemy to zmienić, choć czasem jest to bardzo trudne.

Trudność powyższej sytuacji polega na niezrozumieniu pewnego mechanizmu. Oczekujemy od kogoś, kim np. rządzi archetypowe, wystraszone, poranione dziecko zachowań właściwych dla dorosłego człowieka, a to jest dla niego awykonalne. W takiej sytuacji najpierw trzeba „rozbroić”, wewnętrzne dziecko, dopiero oczekiwać „dorosłych zachowań”.

Wiedząc o tym, zupełnie inaczej możemy postrzegać sytuacje sporne i inaczej w nie wchodzić. Nie chodzi przecież o unikanie konfliktów lub wynikające ze strachu ustępowanie „prześladowcy”, czy „przeciwnikowi”, bo to nie działa… Wchodząc w rolę ofiary, będziemy „zbierać łomot”, do skutku… Nie chodzi również o bezmyślną awanturę na tzw. wyniszczenie…

Podam swój przykład. W zależności od tego w jakiej roli wchodzę w relację staram się odpowiednio reagować. Jeśli jestem atakowany, daję odpór, dbając o swoje granice, ale zaraz po tym kieruję uwagę na siebie… Jeśli nie odczuwam emocji w ciele, to znaczy, że sytuacja nie jest moja, jeśli tak, to szukam przyczyn. Jeśli to ja jestem stroną przeważającą/atakującą, to po powstrzymaniu i opadnięciu emocji, też kieruję uwagę na siebie, co się stało, że tak zareagowałem? W ten sposób nie noszę urazy i nie podsycam konfliktu, po to, żeby nie przerodził się w wojnę, ale co najważniejsze rozwijam siebie, poszerzam świadomość i zbieram doświadczenia. Łatwiej jest wtedy wyksztusić: przepraszam… 😉

Skierowanie uwagi na siebie niesie często potrzebę skorzystania z pomocy, to może być telefon do przyjaciela 😉, ale może być potrzeba skorzystania z usług terapeuty, coacha, mentora, psychologa, przewodnika duchowego… Wybór mamy w dzisiejszych czasach bardzo szeroki i podjąć go musimy samodzielnie.

Niezwykle istotne jest również to, że w przypadku interakcji konfliktowej wystarczy, że pracę nad sytuacją i sobą rozpocznie jedna ze stron, a już zaczyna się robić przestrzeń dla porozumienia. Przy czym praca nie oznacza kapitulacji, poddania się antagonistycznym stronom, czego się wiele osób boi. Ta praca odbywa się na zupełnie innym poziomie.

Postrzegając sytuacje sporne w ten sposób wraca do nas poczucie sprawczości (choć wiem, że nie każdemu do odpowiada), wzięcia swojego życia we własne ręce. Myślę, że warto… 😊